Case studies

RODZICAMI JESTEŚMY NA ZAWSZE

Forsuję niecodzienną formę opieki nad dziećmi po rozwodzie.

Rozwód zawsze stanowi „trzęsienie ziemi” w życiu rodziny, w szczególności dla dzieci rozwodzących się małżonków. Często też dzieci te stanowią  najgorętszy punkt zapalny w sporze rozwodzących się rodziców. Nie zawsze rozwodzący się rodzice potrafią rozdzielić kwestię czasami uzasadnionych animozji osobistych wynikłych z okoliczności rozpadu ich pożycia małżeńskiego od kwestii konieczności zachowania dalszych, co najmniej poprawnych relacji w celu dalszego współdziałania dla dobra swych dzieci. „Proszę pamiętać, że ma Pan/Pani prawo mieć jak najgorsze zdanie o współmałżonku jako o partnerze. Nie oznacza to jednak, że współmałżonek jest automatycznie tak samo zły jako ojciec lub matka. Proszę pamiętać, że Państwa dziecko nadal potrzebuje obu Państwa jako rodziców. Rozstajecie się Państwo jako małżonkowie, lecz do końca – a przynajmniej do czasu osiągnięcia pełnoletniości przez Wasze dzieci – będziecie Państwo na siebie „skazani” jako ich rodzice.” Takich rad zwykle udzielam w tego rodzaju przypadkach, nie zawsze jednak pozostają one skuteczne. W przypadku zapiekłego sporu, przy niezdolności rodziców do elementarnej współpracy  i wspólnego sprawowania opieki nad dziećmi po rozwodzie, sąd rozwodowy najczęściej nie ma wyboru. W oparciu o wskazania specjalistów dokonuje porównania kompetencji rodzicielskich rozstających się małżonków, powierzając dalszą pieczę nad synem lub córką jednemu z nich, uprawnienia drugiego  redukując do prawa współdecyzji w istotnych sprawach dziecka (w sprawie wyboru szkoły, sposobu leczenia, wyjazdu za granicę itp.).

Jednakże od paru lat – właściwie to od  2009 roku – polskie prawo rodzinne przyjęło funkcjonującą już od lat poza granicami formułę opieki (lub pieczy) naprzemiennej. Polega ona na wspólnym sprawowaniu przez rozwiedzionych rodziców opieki nad ich dzieckiem – najczęściej w ten sposób, że w określonych odstępach czasu ojciec i matka wymieniają się w sprawowaniu pieczy, oboje są naprzemiennie rodzicami „wiodącymi”. Żadne z rodziców nie jest wtedy „redukowane” do – generującej czasami zbędne spory i upokorzenia – roli rodzica „dochodzącego”. Taki „dochodzący” rodzic najczęściej na stałe mieszka odrębnie od dziecka i kontaktuje się z nim (w tym zabiera do siebie) w terminach uzgodnionych z byłym małżonkiem, lub określonych z orzeczeniu sądu. Nic zatem dziwnego, że spora część Klientów w takim statusie postrzega siebie samego jako osobę zdegradowaną do roli „rodzica drugiej kategorii”.

W przypadku orzeczenia przez sąd pieczy naprzemiennej dzieci rozwiedzionych rodziców najczęściej „pomieszkują” co pewien okres u matki i u ojca. Mimo że najczęściej jest to rozwiązanie dużo lepsze niż „klasyczne”, czasami rodzi komplikacje dla najmłodszych osób objętych rozstrzygnięciem. Dziecko kursując naprzemiennie między ojcem i matką pozbawione jest zakorzenienia w jednym miejscu (nawet jeśli i u ojca, i u matki ma własny pokój), nie zawsze też może podtrzymywać nieskrępowanie kontakt po lekcjach z rówieśnikami ze szkoły i klasy.

 Jedna z moich Klientek, mimo podjęcia wspólnej decyzji o rozstaniu z małżonkiem, zdołała problem ten rozwiązać w sposób – wydaje się optymalny. Małżonkowie doszli do wspólnego wniosku, że nie są już w stanie kontynuować pożycia małżeńskiego, chcą jednak zachować wobec siebie szacunek i uczynić wszystko, by ich rozstanie skutkowało jak najmniejszymi zmianami dla ich dzieci.

Do pewnego czasu rozchodzący się małżonkowie mieszkali wspólnie z dwójką dzieci, pomieszkując jednak okresowo w sąsiednich – wraz z osobami, z którymi każde z nich weszło w trwały związek. Małżonkowie doszli do wniosku, że stresującą – a jednocześnie niepotrzebną – rewolucją w życiu ich dzieci byłaby sytuacja, w której po rozstaniu sprzedaliby dotychczasowy dom, dzieci utraciłyby środowisko rówieśnicze w dotychczasowym miejscu, następnie zmuszone byłyby się przenieść do sąsiedniego miasta, by mieszkać z jednym z rodziców oraz jego partnerem (partnerką), lecz bez ojca lub matki – co rozstrzygnięte by zostało po rujnującej w większości przypadków wzajemne relacje byłych małżonków sądowej „walce o dzieci”. Zamiast tego małżonkowie opracowali rozwiązanie, które wydawało się jak najbardziej logiczne, lecz dla prawników – ich pełnomocników w sprawie o rozwód – przynajmniej początkowo wręcz szokujące (tak, prawnicy także czasami grzeszą podążaniem utartymi koleinami). Mianowicie zaproponowali, by dzieci pozostały w dotychczasowym miejscu zamieszkania, nie przenosząc się na stałe do miejsc, gdzie ich rodzice założyli nowe związki. Ojciec i matka mieli się co tydzień zmieniać w dotychczasowym mieszkaniu, tam naprzemiennie sprawując opiekę nad swymi dziećmi. Odwrócenie tradycyjnej sytuacji, w której wobec rozwodu rodziców to dzieci muszą się dostosować do ich decyzji (także poprze rozstanie z codzienną obecnością drugiego z rodziców lub zmianę własnego miejsca pobytu) wydawało się optymalne. Pozostawało jeszcze przekonać do takiego rozwiązania sąd. Jako że Pani Mecenas – pełnomocnik strony przeciwnej – również oceniała sprawę podobnie, podczas rozprawy stworzyliśmy „wspólny front”. Zagraliśmy „w jednej drużynie”, przekonując  sąd o dopuszczalności i zgodności z dobrem małoletnich tak… oryginalnego porozumienia wychowawczego, jak to, które opracowały strony.
Nie było to łatwe, jednakże się udało. Dzieci pozostały w mieszkaniu i środowisku znanym sobie od czasu narodzin, „goszcząc u siebie” co tydzień, naprzemiennie ojca i matkę. Po czasie można chyba stwierdzić, że tak nietypowe rozwiązanie w praktyce się sprawdziło. Dzięki dojrzałej i wyjątkowo odpowiedzialnej postawie rodziców – oraz dzięki ich otwartości na rozwiązanie, którego ich prawnikom wydawało się tak niekonwencjonalne, że nawet wstępnie go nie rozważyli. Jak się okazało, czasami to prawnicy potrzebują „nie-prawników” po to, by w trakcie poszukiwania rozwiązania w oparciu o funkcjonujące wśród jurystów schematy, „nie-prawnik” od czasu do czasu wyszedł poza ich koleiny. I głośno krzyknął „eureka!”.

 

Autor

Jarosław Pawłowski

Adwokat

Jarosław Pawłowski

Inne case studies

Case study

Współpraca w ramach Ally Law działa!

Współpraca w ramach Ally Law działa!
Case study

„INŻYNIEROWIE Z PETROBUDOWY”

„INŻYNIEROWIE Z PETROBUDOWY”
Case study

MASZERUJ, ALBO GIŃ!

MASZERUJ, ALBO GIŃ!
Wszystkie